piątek, 2 maja 2014

Rozdział 9 "Była dla mnie tlenem, więc od dziś oddycham azotem"

Leon
Minął kolejny miesiąc odkąd mieszka ze mną Jace. Okazało się, że jest fajnym gościem. Wiem jeszcze miesiąc temu bym go zabił jednak dzisiaj jest moim drugim najlepszym przyjacielem. Wyprzedził nawet Fede w rankingu, może ze względu na to, że brunet został niedawno ojcem. Urodziły mu się dwie dziewczynki, o boże jaki on jest szczęśliwy. Te dzieciaczki są jego oczkiem w głowie. Ale wracając do Jace'a, dzięki niemu udało mi się zacząć żyć normalnie tzn. bez Violetty jako celu życia. Oczywiście utrzymujemy kontakt ze względu na małą. No właśnie Chiara, mieszka na zmianę to u mnie to u matki. Jednak zdecydowanie częściej u mnie, wydaje mi się, że to ze względu na nowego chłopaka Violki Cheta. Nie powiem co ona w nim widzi, ale niech se z nim będzie.
***
- Leon ktoś puka. - krzyknął Jace.
- To otwórz drzwi teraz jestem zajęty.
Usłyszałem jak otwierają się drzwi i tupot stup. Tak jak myślałem moja córka do mnie przyszła.
- Hej tausiu. - krzyknęła i rzuciła mi się na szyję.
- Cześć maleńka jak tam?
- Źle, mama nie już w ogóle dla mnie czasu. Chet to Chet tam to.
- Kochanie nie przesadzaj. Mamusia nadal cię kocha.
- Mama już nie jest tą mamą którą była. Zmieniła się bardzo. Nie już tą osobą, którą kochałeś tausiu.
- Wiem kochanie. Ale w życiu potrzebne są zmiany. Jak chcesz możesz u mnie zamieszkać, mam nad tobą pełne prawa a ty masz przywilej wybrać z którym z rodziców chcesz mieszkać.
- Wiem o to cię chiałam poprosić.
Po tych słowach Chiara mocno się do mnie przytuliła. Miała tylko 4 lata a tak dużo wiedziała i rozumiała. Kiedy mała tuliła do pokoju weszła Violetta.
- Co ty tu robisz?
- Mam do ciebie sprawę. Chiaro możesz wyjść do Jace'a. - powiedziała i wyprowadziła małą.
- Co chcesz?
- Widzieć czy coś jeszcze do mnie czujesz?
- Violetto byłaś dla mnie jak tlen, więc nauczyłem się oddychać azotem. Powiedziałem i wyszedłem z pokoju.
____________________________
Jak wam się podoba wiem krótki ale jestem na majówce i napisała na szybko.

sobota, 19 kwietnia 2014

Konkursik ^^

Hejo, wpadłam na pomysła aby urządzić wam konkurs na Os. Aby się odbył muszę dostać minimum 3 potwierdzenia o udziale. A to są zasady:
1. Temat dowolny, miło by było coś innego niż dorosłe życie, studio i inne najczęstsze tematy. (Oczywiście jeśli Os będzie świetny a będzie miał taki temat to ma szansę na nagrodę) Bez tematyki 18+
2. Postacie dowolne, można wprowadzić z poza serialu.
3.Cenzura średniej jakości co oznacza można trochę się powyzywać ;)
4. Praca musi mieć ponad 800 słów.(800 względne minimum)
5. Prace przysyłamy na mego maila: ania.blogger@tlen.pl , format pracy doc. (Microsoft word) ewetualnie Open Office(ja i tak przegram do worda).
6. Termin przysyłania prac: od 22 kwietnia do 20 maja, wyniki ogłoszę 20 albo 21 maja.
I teraz najlepsze nagrody:
I miejsce: tydzień prowadzenia ze mną bloga, reklama bloga przez 40 (od ogłoszenia wyników), odpowiem na max. 23 pytania, możliwość rozmowy przez skype'a(co do tego trzeba uzgodnić datę i godzinę przez gg), pozyskanie mojego FB i fikcyjnego na Twitterze.
II miejsce: 5 dni prowadzenia ze mną bloga, reklama bloga przez 30 dni, odpowiem na max. 17 pytań, możliwość rozmowy przez skype'a(warunek jak wyżej), pozyskanie mojego fikcyjnego konta na fb.
III miejsce: 3 dni prowadzenia ze mną bloga, reklama bloga przez 20 dni, odpowiem na max. 10 pytań, pozyskanie mojego fikcyjnego konta na fb.
Wyróżnienie: odpowiem na 1 pytanie, reklama bloga przez 10 dni.
Istnieje możliwość nie przyznania np. 3 miejsca, a zamiast tego może być wyróżnienie. Liczba Wyróżnień jest zależna od ilości przysyłanych prac, będzie się wahać od 0 do 3.
No i jeszcze ciut informacji. osoby, które mają przewidziane w nagrodzie prowadzenie bloga muszą się stosować do tego regulaminu:
Nie możecie:
1. Wzywać, nie obrażać innych
2. Używać wulgaryzmów(co do no nich nie zaliczam: cholera,  zajebiste i pochodne, zarąbiście)
3. Usuwać komentarzy
4. Czytać postów w wersji roboczej bez mojej zgody.
Możecie:
1. Dodawać swoje Os'y.
2. Paczać na statystyki.
3. Zmieniać szablon ale tylko za moją zgodą.
4. Reklamować bloga.
5. Dawać linki do dowolnych stron.
W razie jakiś nie jasności pisać na moje GG: 50466850 , lub gmaila: carmenia2000@gmail.com
Życzę weny i pozdrawiam Carmenia

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 8 "Ten nowy..."

Leon
Miął już 4 dzień od kiedy wróciłem z Hiszpanii.I przez te cztery cholerne dni zdążyło się już wiele wydarzyć.
Uno Francesco zostanie prawdopodobnie ojcem, due kuzynka Fran zawróciła Marco w głowie, tre pojawił się ten nowy. Nie wiem jak mu tam było Ja , Jace nie ważne, w każdym razie wkurza mnie gościu na maxa. Wszystkie dziewczyny wpatrzone w niego jak w obrazek. Violetta lata za nim jakby był ósmym cudem świata, albo jakimś aniołem(od autorki: jakby nie patrzeć w sumie jest :D). No i oczywiście gdzie mieszka pan idealny? U mnie zamieszkał u mnie, blondasek chyba wiedział, że mi nie przypadł do gustu. Nawet moja kochana Chiarusia się ze mną nie zgadza, uważa,że on jest uroczy.
- Hej idę na miasto z resztą wybierasz się? - spytał się ten cały aniołeczek.
- Ta, może idę. A ty masz zamiar iść bez koszulki czy może się ubierzesz. Wiesz jeszcze stado dziewczyn cię porwie i powyrywa te twoje włoski.
- Jesteś bardzo zabawny. A co do moich włosów one są święte i jeśli ktoś ma ich dotykać to tylko ja. - odpowiedział poprawiając tę swoją fryzurkę.
Jace wygląda lepiej w czerni niż wdowy
jego wrogów z 1234r. :) Nie każdy wie o co chodzi.
Kiedy wyszedł z mojego pokoju szybko się zebrałem, założyłem jakąś koszulkę i pierwsze lepsze szorty. Jak wyszedłem z pokoju on stał już w towarzystwie wszystkich  moich znajomych. Ale w porównaniu do mnie ubrał się jakby miał iść na randkę.
- Cześć wszystkim. - powiedziałem kiedy znalazłem się na dole.
- Siema. - odpowiedzieli mi chórkiem.
Kiedy już byliśmy na mieście i dziewczyny poszły do jakiegoś sklepu z butami. Zgromadziliśmy się z Jacem przy drzwiach.
- Ej, Jace co ty robisz, że laski tak do ciebie idą. - spytał Fede. Za co pewnie Ludmi by go zabiła.
- Wiesz jestem szalenie atrakcyjny...
- Panie atrakcyjny skromność to też atrakcyjna cecha. - powiedziałem.
- Tylko u brzydkich ludzi. - skwitował. (od autorki: cytacik, ten lovciam)
Kiedy skończył się ten okropny dzień spędzony w towarzystwie p. Idealnego, myślałem , że wyjmę jakiś nóż i go zabiję. Albo chociaż okaleczę ale mój najlepszy przyjaciel Franco wybił mi ten pomysł z głowy mówiąc, że nie długo na pewno znajdzie sobie ten fagas mieszkanie. Oj nie wiedział jak się mylił.
___________________________________________________
Takie krótkie, no i macie nowego. Jak widzicie Leoś za nim nie przepada, ale ja tak :). Początkowo chciałam mu dać na imię Alec ale się rozmyśliłam. No i oddaje hołd i inne takie Cassandrze Clare bo w sumie to ona stworzyła Jace'a. Jeśli ktoś czytał Dary Anioła kmini o co mi chodzi z dopiskiem pod zdjęciem.
Całuski Carmen

piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 7 "Tylko tego brakowało!"

Leon
Nie minęło 10 minut a ja i Violetta pędziliśmy do mojego pokoju. To  co zasugerowała Viola naprawdę mnie przeraża. Że niby Franco i  Fran. Powinienem z nim poważnie porozmawiać, chyba zlikwiduję mu wolne  co wieczór jeśli się potwierdzi to co mam na myśli. Kiedy otworzyłem zamaszyście drzwi do mojego pokoju i wpadłem jak huragan zobaczyłem jak się całują. Czy oni naprawdę do cholery nie mogli by trochę dorosnąć.
- Przepraszam was gołąbeczki ale musimy porozmawiać. Teraz już, natychmiast.
- Dokładnie. - poparła mnie Vilu, która właśnie w parowała do środka.
- A o czym? - spytała jak gdyby nigdy nic Francesca.
- Czy może jedno z drugim udawać głupich i powiedzieć to co chcemy wiedzieć. - krzyknęła szatynka i rzuciła znaczące spojrzenie Fran, patrząc co raz na Francesco.
- No a nawet jeśli to co nam zrobicie. - mruknęła włoszka.
Na początku nie zorientowałem się o co chodzi. Jednak po chwili do mnie dotarło. Potwierdziły się moje obawy.
- Francesco od teraz likwiduję ci wolne wieczory. A i bierz walizki wylatujemy w tej chwili.
- Ale dla... - zaczął mówić lecz gdy napotkał moje spojrzenie zamilkł. - Tak jest szefie, się robi.
Marco
Od wczorajszego wieczoru, chodzę cały wściekły. No i dzisiaj Fran mi przekazała, że jest oficjalnie z tym tlenionym blondaskiem. Po prostu super, z dnia na dzień cały mój świat legł w gruzach, ale się jeszcze zemszczę. I pomyśleć, że zerwała ze mną bo zrobiłem jej bachora. Kurde i teraz wszystko moja wina a przecież to ona się mi pchała do łóżka a nie ja jej. Teraz pewnie już się p******** z nim i powie mu, że to jego. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Wejść!
Do pokoju ku mojemu zaskoczeniu nie wszedł Leon, blondas, Fran ani nawet Violetta tylko jakaś ciemnowłosa piękność. Jej oczy były tak znajome a zarazem tak obce. Takie oczy miała Fran.
- H..he..hej. - wydukałem
- Cześć, jestem Lodovica kuzynka Francesci, mów mi Lodo.
- Marco, miło mi.
- Przyszłam po rzeczy Fran.
- Pomogę ci i tak właśnie miałem je znosić na podwórko. - powiedziałem a ona się słodko uśmiechnęła.
Wziąłem walizki swoje i mojej byłej, po czym zszedłem po schodach na dół wraz z Lodo.
Violetta
Jestem już gotowa do wyjazdu, mam wszystkie rzeczy, ubrania i zabawki Chiary. Brakuje mi tylko właśnie jej. Od półgodziny chodzę i jej szukam po całym budynku. Mój samolot i tak już odleciał 20 minut temu więc nie mam po co się śpieszyć. Pytałam Leona czy nie widział małej ale nie. Nagle usłyszałam krzyk. Wbiegłam na korytarz i zobaczyłam  moją córkę z zakrwawioną rączką.
- O boże kochanie co ci się stało?
- Boooliiiiii..... - jęczała mała.
- Chodź zaraz coś poradzimy.
Kiedy już opatrzyłam ranę na szczęście nie była głęboka, do pokoju wszedł Leon z rozwaloną głową.
- Tylko tego brakowało. - powiedziałam i wzięłam się za głowę Verdasa.
_______________________________________________________________
Wow to teraz to ja naprawdę przesadziłam opublikować takie wypociny. Wiem to jest okropne, jednakże mam pomysła na dalszą część tych tortur dla was. I mogę powiedzieć tylko jedno Leonetty jeszcze nie będzie z pewnego powodu, który nawet ma imię... Zgadujcie i od razu mówię nie zgadniecie tego imienia bo to nie jest ktoś z serialu. Tak dojdzie ktoś nowy. No właśnie wprowadziłam Lodo do opowiadania(ach ta moja pomysłowość do imion). Ale dosyć mojego dopisku bezsensu. Piszcie w komach jak wam się podobało. Zapraszam do wchodzenia na mojego drugiego bloga, i do zakładki "Zapytaj bohatera".
Całuski Carmen
PS Mam szlaban więc nie wiem kiedy kolejna część os i rozdział 8. Pzyklo mi :'(

środa, 26 marca 2014

One Shot cz.1 „Nemo in amore videt…”*

Kolejny dzień siedzę na parapecie i patrzę przez okno. Obserwuję gwiazdy i niebo. Codziennie czuję się co raz słabsza. Każdy zadawany cios boli co raz mocniej, chociaż już się do nich przyzwyczaiłam. Mam już dość swojego życia, odkąd babcia odeszła nie pozostał już nikt kto by mnie kochał. Kiedy tęsknie za tymi latami kiedy jeszcze się dla nich liczyłam, biorę do ręki moją starą Przytulankę. Nie duży w biało – brązowe łaty, bez ucha i części pluszu piesek. Czuję się przy nim bezpieczna i kochana pomimo całego otaczającego mnie świata. Kiedy wchodzę uśmiechnięta do szkoły wszyscy myślą, że moje życie jest idealne. Nie wiedzą jak się mylą.
***
- Violetto czym mogłabyś wreszcie zejść na śniadanie trochę szacunku dla starszych. Masz 17 lat a zachowujesz się jak głupia smarkula.
- Przepraszam tato, już schodzę. – odpowiedziałam.
Kiedy zeszłam na parter napadła na mnie moja macocha, Xenia i jej córeczka laleczka Laurie. Jak ja ich nienawidzę najchętniej bym im powyrywała te tlenione włoski i wywaliła obie za drzwi. Na szczęście nie zdążyły mi dużo na wciskać bo do domu wszedł chłoptaś panienki L.
- Hej kochanie! – wrzasnęła ty swoim piskliwym głosikiem.
- Cześć. – odpowiedział jej i delikatnie pocałował.
Te ich scenki czułości doprowadzają mnie do mdłości. Po prostu rzygam tęczą.
- A ta dziewczyna to kto? – spytał się brunet Laurie patrząc na mnie.
- To moja przyrodnia siostra. Zero stylu i jakiego kol wiek gustu. – bąknęła
Ja zamiast odpyskować się tej laluni co powinnam była zrobić odeszłam dumnie z gracją prezentując jak głęboko mam jej uwagi.
Kiedy tamci zachwycali się migdaleniem się naszej kochanej parki.
Ja szybko zjadłam śniadanie i zabierając swoje rzeczy wyszłam z domu. Miałam dość grupki zadufanych w sobie palantów. Teraz muszę zorganizować sobie czas bo jest sobota. Najlepiej by było gdybym uciekła z tego miasta i nigdy przenigdy nie wróciła. Nagle na kogoś wpadłam i poczułam jak moja bluzka robi się mokra.
- Przepraszam cię, nie chciałem. – powiedział chłopak na którego wpadłam.
Gdy już wstałam utonęłam w jego zielonych oczach.
- Nic się nie stało tylko jestem trochę mokra.
- Odprowadzę cię do domu tam się przebierzesz a potem kupie ci lody na przeprosiny.
- Ale ja tam nie chcę wracać wszędzie byle nie tam. – krzyknęłam mimo wolnie.
- Dobrze, dobrze to pójdziemy do mnie bo taka mokra chodzić nie możesz.
Kiedy mnie złapał za rękę i lekko pociągnął poszłam za nim. Wzbudzał we mnie zaufanie. Gdy już byliśmy u niego w domu byłam zmęczona.
- Zaraz ci znajdę jakąś bluzkę. Ostatnio moja siostra zostawiła mnóstwo ciuchów.
-Dzięki, naprawdę nie trzeba było.
Szatyn uśmiechnął się i światu ukazały się jego urocze dołeczki. Ja również się uśmiechnęłam. To był pierwszy szczery uśmiech od długich lat.
- Proszę. – powiedział podając mi bluzkę.
- Dzięki. – odpowiedziałam i poszłam się przebrać.
Resztę dnia spędziłam razem z uroczym szatynem o imieniu Leon. Kiedy zapadł zmrok był taki uprzejmy, że odprowadził mnie pod dom.
Jak przekroczyłam próg domu zaczęły się krzyki i obelgi ale dzięki wspaniałemu chłopakowi nie zwróciłam na nie uwagi i poszłam prosto do swojego pokoju.  
Kiedy rano wstałam byłam cała w skowronkach. Nic nie mogło mi zepsuć tego humoru, nawet moja przeklęta rodzinka. Jak już się ubrałam i zeszłam za parter spotkałam Laurie. Jak zwykle mówiła o tym, że krowa ma lepszy gust niż ja. Po wysłuchaniu wszystkiego tylko się szeroko uśmiechnęłam i powiedziałam jej, że ona też wygląda dziś ślicznie. Gdy usiadłam do stołu wszyscy patrzyli się na mnie jakbym była chora. A na każdą złośliwą uwagę odpowiadałam uśmiechem. Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Violetto idź otwórz. – powiedział twardo i bez uczuć mój tato.
Nic nie odpowiadając wstałam od stołu i poszłam do drzwi. Gdy je otworzyłam zobaczyłam w nich Leona. Serce mi podeszło do gardła, jednak on nie mógł tego zauważyć bo już dawno nauczyłam się oddzielać ciało od moich odczuć , myśli i ogółem całego umysłu.
- Hej co tu taj robisz? – spytałam grzecznie.
- Chciałem się ciebie zapytać czy nie  poszłabyś ze mną i moimi przyjaciółmi dzisiaj do wesołego miasteczka?
- Pewnie tylko dokończę śniadanie i już z tobą idę. Wejdź już kończę.
Kiedy weszłam ponownie do jadalni z Leonem wszyscy zamarli. Ja żeby ukryć moje rozbawienie uśmiechnęłam się do nich wszystkich i każdego z osobna.
- A no tak moi drodzy to mój  przyjaciel  Leon.
Twarz Xenii zbielała, jak ujrzała Leona w całej jego krasie.
*Nikt nie widzi w miłości... 
_______________________________________________________________
Tak mnie naszło no i wiem naszło mnie na badziewie. Ale cóż poradzić mój brak talentu mnie powala. Piszcie jak wam się podobało. Czekam na komentarze. 
Całuski Carmen 

sobota, 1 marca 2014

Rozdział.......nie notka bez ładu i składu

Hejo, mam dla was kilka informacji.
1. Rozdziału nie ma i na razie nie będzie może dodam w przyszły weekend.
2. Dodałam zakładkę "zapytaj bohatera", zachęcam do pytania.
3. Czy jest ktoś chętny do prowadzenia ze mną tego bloga?
4. Nie przejmować się jak będzie jakieś nawiązanie do jakiejś książki, bo ja je kocham. Teraz czytam Dary Anioła.Więc może być z tego jakiś cytacik czy cóś.
UWAGA!UWAGA!(BO PISZE ŁAMAGA)
Mam dla was propozycje nie do odrzucenia. W każdym miesiącu zaczynając od kwietnia będę dodawać moje głupie dopiski do nie których zdjęć.Oferta ważna do odwołania. Chcę wiedzieć co o tym sądzicie, i czy się zgadzacie.
To chyba skończyłam moją paplaninę przelaną na papier(w tym przypadku na ekran).
MINI KONKURSIK!
Narysuj na kratce, w komputerze czy na czym kolwiek twoje wyobrażenie mnie i prześlij na mojego maila(ania.blogger@tlen.pl) lub gmaila(carmenia2000@gmail.com). Najciekawsze prace zostaną nagrodzone(nagrodę se wybieracie sami). W komisji ja i moje ego.
Życzcie mi weny.
Besos Carmenia

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 6 ~Zmiana o 180 stopni...~

Leon
Biegłem i biegłem za Violettą, pewnie usłyszała coś z tego co mówiłem i źle zrozumiała. Postanowiłem wykorzystać sztuczkę z podstawówki. Przyspieszyłem, wyprzedziłem ją bokiem i ustawiłem się tak, że wpadła w moje ramiona.
- Po co mnie gonisz? Idź sobie tej twojej "jedynej"!
- Violetta to nie tak jak myślisz, źle to zrozumiałaś. Kiedy to mówiłem miałem na myśli...
- I co zatkało cię nie powiesz nic więcej, bo co mam rację. Która to, pewnie Lara? - powiedziała przez łzy.
- Violetta, ty nic nie rozumiesz.
- O czyli teraz to ja nic nie rozumiem. Fajnie wiedzieć. Dzięki, że mnie o tym poinformowałeś.
- Mamusiu, nie krzycz. - powiedziała Chiara, która pojawiła się ni stąd ni zowąd.
- Nie teraz kochanie muszę porozmawiać z tatusiem. - powiedziała i odsunęła ją.
- Violetta chyba nie zamierzasz kłócić się przy dziecku?
- Ona ma dopiero 4 lata, Leon...
- Ona ma aż 4 lata i rozumie więcej niż niektórzy dorośli.
- O czyli ja, matka, rodzicielka małej, którą opiekuję się od zawsze wiem mniej niż kochany tatulek, który zna swoją córeczkę od kilku dni.
Nie wytrzymałem uroniłem łzę, taką jedną niezauważalną jednak Chiara ją dostrzegła.
- Widzisz mamusiu przez ciebie tatuś płacze, a przecież on cię kocha najbardziej na świecie sam mi to powiedział. - wykrzyczała zdenerwowana 4 - latka.
Teraz czekam aż podejdzie do mnie wydrze się na mnie i walnie mnie w twarz. No i tak jak podejrzewałem podeszła i otworzyła usta, ale zaraz potem je zamknęła. Uniosła rękę otarła mi łzę z policzka i przytuliła mnie. Zamurowało mnie. Myślałem, że znowu zrobi awanturę a ona tak po prostu mnie przytuliła.
- Ja ciebie też Kocham. - wyszeptała prawdopodobnie z zamiarem abym tego nie usłyszał. Nie udało jej się.
Rozejrzałem się i zobaczyłem, że zostaliśmy sami mała sobie poszła do pokoju.
- Musisz popracować na szeptem.- powiedziałem ściszonym głosem.
Ująłem jej twarz w ręce i delikatnie pocałowałem. Potem odszedłem zostawiając ją z jej własnymi myślami.
Violetta
Stałam jak wryta i patrzyłam się ślepo przed siebie. Jestem teraz w siódmym niebie. On mnie kocha, nie powiedział tego mi wprost ale dzieci nie kłamią. Jak ja go kocham, kocham go najbardziej na świecie. Nikt od bitych 4 lat nie uczynił mnie bardziej szczęśliwą niż jestem teraz.
- Violetta coś się stało? - spytał mnie Fede, który właśnie wracał do pokoju.
- Nic jestem tylko najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. - wykrzyczałam i rzuciłam mu się na szyję.
Zaraz go puściłam bo zobaczyłam Ludmi. Ona też musiała dostać wyraz mojej nieogarniętej radości.
- Dobra nie pytam się dlaczego to zrobiłaś. Ja się pytam skąd ta radość.
- Chodźmy do pokoju to ci opowiem. Same! - to ostatnie było rzucone do Fede, który ze zrezygnowaniem powlókł się piętro niżej.
Kiedy już byłyśmy w pokoju usiadłam cała rozdygotana w mojej euforii.
- Mów.
- No to tak. Kłóciłam się z Leonem. I przyszła mała a ją odsunęłam i miałam zamiar mu jeszcze coś powiedzieć. Jednak on nie chciał się, kłócić przy dziecku. No i jak właśnie o to zaczęliśmy się kłócić. Mała wykrzyczała, że przeze mnie Leon i płacze, i że mnie kocha najbardziej na świecie i, że sam jej to powiedział.
- Naprawdę?
- Poczekaj to jeszcze nie koniec. Potem spuścił głowę a ja do niego podeszłam otarłam mu łzę i go przytuliłam. Ale był zaskoczony.
- O jak słodko mów co było dalej.
- Wyszeptałam, że też go kocham mając nadzieje, że nie usłyszy. On jednak usłyszał i mnie pocałował.
- Co zrobił? Naprawdę to zrobił. Zresztą po co ja się pytam, gdyby tego nie zrobił nie wyglądałbyś tak.
- Wiesz, jak ja cię kocham? - powiedziałam i obie położyłyśmy się ze śmiechu.
Fede
Śmiech dziewczyn było słychać piętro niżej. Z czego one mają taki zaciesz? Chyba pójdę do Leona.
Albo nie bo Francseco jeszcze nie ochłonął po tych zdarzeniach. Zajrzę do Chiarusi ona jest taka urocza.
Kiedy wszedłem do pokoju mała bawiła się lalkami.
- O wujek Federico.
- Hej maleńka. Jak tam?
- Super extra fantastycznie!
- A to dlaczego?
- Pogodziłam rodziców, udało mi się ich pogodzić.
- Dzieci i ich magiczna moc. Nie ogarniam.
- Nie musisz wujaszku. Jak będziesz miał swoje dzieciaki poznasz rąbek tej tajemnicy.
- Jesteś bardzo inteligenta. Dobra mała muszę iść do twojej mamy i Lu bo zaraz rozsadzą pokój.
Leon
Siedzę z Francesco, Marco i Fran w jednym pokoju. Panowała całkowita cisza. Marco siedział i patrzył nienawistnym spojrzeniem na Fran, mój najlepszy przyjaciel miał zwieszoną głowę a Francesca opierała zapłakaną twarz na ramionach włocha.
Cisze przewał zgrzyt zębów hiszpana kiedy włoszka wtuliła się w blondyna.
- Ej, ej bez takich. - powiedziałem.
- Łatwo ci mówić, ty przed chwilą całowałeś się z Violettą.
- Co robiłeś? - spytała Fran.
- No całowa...
- Nie jestem głucha, dziwie się tylko, że jesteś taki szczęśliwy.
- Bo powiedziała, że mnie kocha. To co mam robić siedzieć ja Franco i patrzeć przymulony w podłogę.
- Nie mów tak o nim. - krzyknęła brunetka prawie nie urywając mi głowy.
- Fran, proszę cię uspokój się, pogódź się z Marco i wszystko będzie normalnie. Tak jak kiedyś. - wyszeptał mój najlepszy przyjaciel.
- Ale jak nie chcę, żeby było tak jak wcześniej ja chcę ciebie.
- Przgiełaś. - wrzasnął Marco i rzucił się w kierunku gdzie siedziała jego była dziewczyna.
Jednak zanim zrobił coś głupiego wykręciłem mu ręcę i odprowadziłem na bok. Spojrzałem mu głęboko w oczy i zobaczyłem wściekłość, ból i odrzucenie..
Następnego dnia 
Kiedy wstałem Francesco już zdążył nas spakować. Przyszykował mi ciuchy i zrobił śniadanie. Dziś wyjazd.
- Wstałeś leniu, nareszcie. Szkoda takiego pięknego dnia na spanie. - powiedział blondyn.
- Czegoś nie rozumiem przed snem byłeś przygaszonym sknerą a teraz tryskasz pozytywną energią. Co się stało?
- Dużo się stało. Dziś rano Fran wyznała mi miłość czy to nie wspaniałe.
- To naprawdę miło, ale jeszcze wczoraj chciałeś, żeby wszystko było normalnie.
- Ale wczoraj inaczej myślałem, teraz jest ona.
- Franco ale mi tu idzie o Marco wiesz jak on się czuje. Dla niego to stało się tak nagle. Z dnia na dzień stracił ukochaną i przyjaciela w swoich szeregach. Bo teraz na pewno jesteś raczej na czarnej liście.
- Masz trochę racji ale wiesz Fran od dawna mi się podoba i dobrze o tym wiesz a teraz jesteśmy razem. To takie wspaniałe.
Nie chciałem i nie mogłem już go słuchać oczywiście ciesze się jego szczęściem i w ogóle ale współczuje Marco. Idę do Violetty ona zawsze wie co robić. Kiedy wszedłem bez pukania do pokoju Violi, ona paradowała w samej bieliźnie.
- Leon pukać cię mama nie nauczyła.
- Violetta mam problem z Francesco.
- Zaraz ci pomogę.
Vilu pokrzątała się chwile po pokoju i nic w efekcie nie robiąc usiadła obok mnie.
- Ja też mam problem ale z tobą. - powiedziała i zaczęła całować mnie po karku.
- Violetta nie możemy tu i teraz, mała.
- Chiara mamy z głowy na kilka godzin. Jesteśmy sami. - powiedziała między pocałunkami.
Nadal opierałem, jednak Violetta już zdążyła rozpiąć moją koszulę i próbowała zmienić moją pozycję. Nadal siedziałem uważałem, że nie powinńsmy.
- Leoś no weś, nie bądź taki. Przecież wiem, że chcesz.
Dlaczego ona mi to robi. Jestem taki słaby.
- Dlaczego mi to robisz. - powiedziałem i zacząłem ją całować.
1,5 h później
Leżeliśmy cali nadzy w łóżku. Jak jej się udało mnie do tego namówić.
- Leoś czemu jesteś taki smutny. Nie podobało ci się tak.
- Naprawdę myślisz, że było mi źle. To było wspaniałe. Ale martwie się Francesco i jego nową dziewczyną.
- A no tak Fran mi już mówiła. To straszne czy ona wie jak przez nią Marco cierpi.
- Mówiłem to samo Franco ale jest w takiej euforii, że nic do niego nie dociera.
- Chwila on jest w euforii.
- No tak, .... chyba nie myżlisz....
- ....że zaszłomiędzy nimi coś więcej. - dokończyła i oboje głośno przełkneliśmy ślinę.
_______________________________________________________________________________________
Napisałam ten rozdział, nareszcie. Jak wam się podoba? Mi osobiście średnio... A no i szukam kogoś kto by chciał pisać ze mną tego bloga. Tu macie maila: ania.blogger@tlen.pl
a tu gmaila:  carmenia2000@gmail.com . Pozdrowionka Ps. Chcecie walentynkowego OS?